Microblogging
Jak widać z braku czasu rzadko tu zaglądam. Realizuję obecnie jeden projekt, który od dawna miałem w głowie, więc nie do końca mam czas napisać jakąś notatkę. Pomyślałem, że potraktuję ten blog jednak trochę poważniej i nie będę tu śmiecił pierdołami. Jako, że na codzień przeglądam bardzo dużo stron w poszukiwaniu inspiracji postanowiłem zrobić sobie podręczny notatnik pełen zapisków z codziennego przedzierania się przez internet. Wreszcie też, przestanę gubić linki, które zazwyczaj umieszczałem w statusie komunikatora a kilka dni później nie potrafiłem ich odnaleźć.
Od dziś ruszam na dobre z blogiem na tumblr. Tam będę najczęściej. Tam też będę informował o nowych wpisach na tym blogu. Więc zapraszam do dodawania kanału RSS z tumblra lub po prostu śledzenie mnie jeśli ktoś ma tam konto. Pozostaje tylko podać adres – blog.bujakiewicz.info
To nie tak, że znikam stąd i przestanę pisać.
Po prostu na blog.bujakiewicz.info będzie mnie można częściej podglądać
Polaku Narzekaj
Dziś znalazłem reklamę, której nie mogłem się oprzeć. Prowadziła do portalu w który większość polaków powinna móc wypowiadać się na poziomie przynajmniej tak wzniosłym jak na słynnej naszej klasie. Narzekaj.pl bo o nim tu mowa, to genialny pomysł, dzięki któremu jeden z najbardziej niezadowolonych narodów świata, może się do woli wyżalić wszystkim którzy odwiedzą ten serwis. Jakie niesamowite tematy można tam znaleźć – “Zgubiłam tabletki antykoncepcyjne”, “Paskudny pryszcz”, “W prognozie zawsze kłamią”, “NIENAWIDZĘ prawie wszystkiego…” to tylko kilka tytułów z pierwszych dwóch podstron. Cóż, cisną się na usta słowa Stanisława Lema – “Dopóki nie skorzystałem z Internetu, nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów.”
źródło: Wikicytaty
Oldschoolowy dzień
Tak się składa, że codziennie idąc do pracy mijam miejsce gdzie na początku lat dziewięćdziesiątych istniało coś takiego jak “Wolny Handel”. Tam się jeździło po wszystko czego nie można było kupić normalnie. Stamtąd były wszystkie filmy, które oglądałem z zapartym tchem na odtwarzaczu HCM Royal, tam można było kupić koszule jeansowe, kurtki ogólnie wszyscy chodzili tam w jeansie, bo było to wtedy szczytem mody.
Minęło sporo lat od tego czasu. Nawet nie wiem czy nadal istnieje tam targowisko? Okazuje się jednak, że można tam nadal spotkać ludzi którzy zatrzymali się w miejscu właśnie w tamtych latach. Właśnie dziś mijając przystanek tramwajowy zobaczyłem ten niesamowity widok. Jako, że miałem głowę opuszczoną w dół najpierw zobaczyłem WŁOSZKI! Nad ich piękną czernią błyszczała bielą skarpeta. Powyżej wąskie materiałowe spodnie na kant. Już myślałem, że sam Król Popu mi się objawił, ale skórzana, brązowa kurtka uszyta z wielu małych skrawków, rozwiała moje wątpliwości. Całość wieńczyła bardzo awangardowa w dzisiejszych czasach fryzura. Kojarzycie styl a’la enerdowiec? Góra na “jeża” i lekko opadające na szyję włosy z tyłu? Taki to widok dziś rano wprowadził mnie w oldschoolowy nastrój. Przypomniał mi się mój Commodore, kasety i Rick Dangerous.
Okazało się, że to nie koniec niespodzianek na jeden dzień. Zupełnie przypadkowo znalazłem dziś stronę łódzkiej agencji projektowej Fajne Chłopaki. I cóż ja się dowiedziałem. Pan Kierownik Fajnych Chłopaków jest założycielem bloga Pan tu nie stał, którego kiedyś często odwiedzałem i z którego mam parę odjazdowych ikonek. I tak oto rozwiązałem zagadkę tego, kto stoi (i stał) za świetnym wyglądem wszystkich odsłon tego bloga. Polecam zobaczyć wpis prezentujący kolekcję niesamowitych figurek z Ćmielowa, tutaj kilka na które pewnie jeszcze długo będę zbierał:
A co o mają wspólnego Fajne Chłopaki, Pan tu nie stał i moja poranna przygoda? A no wystarczy odwiedzić te strony i zobaczyć jak kapitalny klimat lat 80′tych na nich panuje. Oglądając stronę Fajnych Chłopaków, wiem, że to jedna z najbardziej wyrazistych agencji. Fajnie, że są firmy które kupują taki wizerunek i zlecają im wykonanie wielu projektów, które zrealizowane są na naprawdę wysokim poziomie. Swoją drogą uważam, że Łódź to idealne miejsce na taką agencję. Inspirację można tam czerpać dosłownie na każdym kroku
Pewnie w przypływie oldschoolowej euforii kupię trochę rzeczy na Pan tu nie stał, ale najciekawszej rzeczy w ich sklepie nie znalazłem. Wie ktoś może gdzie można dostać “Kalendarz fotoimieninowy”?
via Pan tu nie stał
On Line
Zasilony w nowe łącze powracam do świata internetu. Wiele się wydarzyło, ale skoro nie napisałem to nie będę starych kotletów odgrzewał. Jeszcze się tylko trochę ogranę i już wracam do pisania. Ze skrzynki mailowej to aż listy się wysypywały, tyle się tego nazbierało. Swoją drogą dobrze, że zrezygnowałem z poczty na o2. Ilość reklam które wcześniej otrzymywałem spowodowałaby pewnie, że ikonka w docku zajęłaby dwa miejsca ![]()

T-Mobile na Trafalgar Square
Jak człowiek nie ma internetu to wiele go omija. Ja dopiero dzisiaj odkryłem kolejną akcję T-Mobile, po wielkim tańcu na Liverpool Street Station. Kto nie widział niech ogląda. Może daję sobą manipulować, ale takie akcje naprawdę poprawiają mi humor. Cztery minuty oglądania i już mam lepszy dzień
No to jedziemy… Naaaa na na nanana naaaa…
Walentynkowa kolacja
Walenty uderza we wszystkich. Są wystawy pełne serc, reklamy walentynkowe oferujące walentynkową suchą krakowską itp. Wszyscy kupują ukochanym prezenty zaprzeczając przed całym światem i sobą, że panuje ogromny kryzys i trzeba zaciskać pasa. Prezentami można obdarowywać wiele osób, nie tylko Walentego bądź Walentynkę. Można rozdawać prezenty wszystkim którzy na to zasługują. Przemysł produkcji gadżetów na pewno się nie obrazi. Ale czym byłyby walentynki bez uroczystej kolacji? Proponuję zatem znakomity przepis na kolację walentynkową. Oczywiście należy spełnić kilka podstawowych wymogów.
- Najlepiej mieć dziewczynę/chłopaka. Można się bez nich obyć wykorzystując atrapę w postaci kogoś z łapanki ulicznej, ale trudniej wtedy będzie spełnić wymóg numer 2…
- Dziewczyna tudzież chłopak muszą być mięsożerni. O to dziś nie łatwo, więc warto to ustalić przed przygotowaniem wieczornej uczty.
- Musisz posiadać własne lokum w celu wykonania dania we własnej kuchni (tak to wymóg dodatkowy – mieszkanie z kuchnią). Może to zaowocować upojną nocą po soczystej wieczerzy, ale nie uprzedzajmy faktów, bo oto…
- Punkt czwarty. Jest kluczem zamykającym idealną całość. Twoja oblubienica/oblubieniec musi posiadać poczucie humoru. Najlepiej czarne. Jak smoła.
Jeśli wszystkie cztery warunki zostały spełnione proponuję rozpocząć przygotowania. Pomysł podstawowy jest dosyć tani. Zrobimy kotlety mielone. Będzie tanio, szybko i zaskakująco (kto z nas nie lubi być zaskakiwany?). Przepisu nie podaję, bo byłoby to zbyt banalne. Kotlety każdy robi po swojemu, a w internecie jest wiele portali gdzie można odnaleźć Przepis Właściwy. Teraz przejdziemy do sedna. Kotlety uformujemy w kształt serca! Wow pewnie też poczuliście ten dreszcz. Wspaniały pomysł z drugim dnem. Prawdziwe, pieczone mięsne serce, podarowane ukochanej osobie. To jak wyrwanie własnego, upieczenie i podanie na talerzu. Po skonsumowaniu będzie ono należało tylko do ukochanej bądź ukochanego. To gwarantowany sukces!
RAZ – serce na dłoni
DWA – przygotowania
TRZY – gotowy produkt!
Kilka dobrych rad na koniec. Jeśli masz sporą rodzinę wykorzystaj kilogram mięsa i rozdaj im klika mniejszych kotlecików. Poczują się tak wyjątkowo, jak twój Walenty lub twoja Walentynka. Możesz kilka sztuk rozdać bliskim znajomym, ale uważaj, bo łatwo zawrócić komuś w głowie w tym okresie. Nie pozwól zjeść wszystkich serduszek ukochanej osobie. Niech kilka zostanie na poranne śniadanie. I nie dodawaj czosnku do masy mięsnej, bo jest najlepszym środkiem antykoncepcyjnym działającym na odległość.
Pozostaje mi życzyć smacznej kolacji i udanych walentynek za rok.
Cadbury Strikes Back
A glass and a half full productions autorzy słynnej reklamy z gorylem powracają. Niech nikogo nie zwiodą poważne miny pary dzieciaków, witających nas na stronie. To co pokażą kilka sekund później rozbawi nawet nawiększego mruka. Świetna robota i kolejna pretekst do robienia dziesiątków coverów z innymi utworami. Goryl i tak pozostanie mistrzem. Tworzył wibrujące napięcie w oczekiwaniu na to co się wydarzy, a kiedy ZAGRAŁ…
Edukacja zawodowa!
Czytam rewelacyjną książkę Luka Sullivana…
” Kochana Ann! Mam problem. Mam dwóch braci. Jeden z nich robi w reklamie. Drugi został skazany na krzesło elektryczne za morderstwo. Moja chora psychicznie matka zmarła kiedy miałem trzy lata. Moje dwie siostry są prostytutkami, a mój ojciec sprzedaje narkotyki w podstawówce. Ostatnio spotkałem dziewczynę, która właśnie wyszła z poprawczaka, gdzie odsiadywała wyrok za zabicie swojego psa młotem pneumatycznym, i chcę ją poślubić. Mój problem polega na tym, że nie wiem, czy powinienem jej mówić o bracie w reklamie?”




zostaw komentarz